Ale o co chodzi?

Łatwiej byłoby napisać, o co nie chodzi (bo nie chodzi o zbawianie świata, głodujące dzieci w Kambodży, zmiany klimatyczne, brukselski szczyt NATO, kryzys migracyjny i powódź w Wenecji), ale o tym, o co nie chodzi, mało kto chce czytać, podobnie jak mało kto chce szukać bezsensu miast sensu i pytań miast odpowiedzi (widzicie, jakbym nie była stewardesą, byłabym antycznym filozofem, mówcie mi więc Sokratesie! Platonie!).

Ale o co chodzi?

Chodzi więc o to, że stewardesa to nie zawód, to styl życia – stwierdziłam (o Sokratesie! Platonie!) pewnego ciepłego sierpniowego wieczoru przy misce gęstego szwajcarskiego fondue. Przeżuwający właśnie kawałek chleba Kapitan pokręcił powoli głową, obracając ją w prawo najpierw i w lewo później (chyba). Latająca od siedemnastu lat i dziewięciu miesięcy Szefowa Pokładu uśmiechnęła się do mnie z politowaniem, a Steward z Biznes Klasy posłał mojej rozczulającej naiwności lodowate spojrzenie. Ani przeczący jednostajny prostoliniowy ruch kapitańskiej głowy, ani złośliwe uśmiechy i lodowate spojrzenia nie zdołały jednak wytrącić z równowagi mojej rozczulającej naiwności.

A właśnie, że tak – obstawiałam przy swoim – stewardesa to nie zawód, to styl życia (o Sokratesie! Platonie!) pozwalający na zamorskie podróże, noszenie czerwonej szminki na zębach oraz nieustanne dziwienie się.

Pokład samolotu to bowiem miejsce inne od wszystkich: mała ojczyzna krwawych wojen, ckliwych wzruszeń, budowania narodowej tożsamości, sklejania mitów o państwowej świetności; mikroklimat ciepłych prądów, słodka i lepka tkanka żywego organizmu, rozwijające się miasto z jego podziałami, dzielnicami ubóstwa i grodzonymi drutem kolczastym willami afrykańskich przedmieść; zgromadzenie wiernych, restauracja, świątynia, pralnia, służba zdrowia, żłobek, bar, czytelnia, poczekalnia, pokój życzeń, sypialnia, ruch wyzwolenia kobiet, podróż poślubna, pierwsza randka – all in one, szampon z dodatkiem odżywki, guma do żucia z plastikowym pierścionkiem, Viva! z kinowym megahitem na płycie.

Ale o co chodzi? Trzy lata później

Trzy lata później chodzi bardziej o to, że stewardesa to nie zawód i nie styl życia, ale takie niemodne dziś słowo, na dźwięk którego niektóre z moich koleżanek marszczą nosy i kręcąc z oburzeniem głowami tłumaczą, że one są flight attendant albo cabin crew, bo nie że kurczaczek czy wołowinka? tylko one znają procedury bezpieczeństwa i potrafią ewakuować pasażerów w 90 sekund i ani milisekundy więcej, chyba że się ktoś zaplącze w koc to wtedy co mogę poradzić?.

Trzy lata później stewardesa to nie zawód, to tłuściutki pokładowy kurczaczek w sosie grzybkowym, nie mogące się wbić w pustynnego koloru spódnice pupy, pasażerowie, którzy muszą siku w zawsze nieodpowiednim momencie, zsuwający się z czoła na brodę toczek, zmęczenie przekształcające mózg w dżdżownicowy zwój okołoprzełykowy, Dubaju dziewiąty krąg piekielny 50 stopni Celsjusza w cieniu, tiki nerwowe, przyspieszone kursy językowe, kanapki serowe, anegdoty pokładowe. I to wszystko naraz, i to wszystko TUTAJ.

Hossy i Bessy Życia Stewardesy